DPS. Czy może być domem?

Dom. Dla jednych to miejsce, gdzie żyje się razem z rodziną. Spędza czas zarówno w dobrych, jak i trudnych chwilach. Ci, którzy tam mieszkają, zawsze mogą na siebie liczyć. Jest to miejsce, do którego każdy chętnie powraca i za którym tęskni, jeśli los rzuci go w odległe strony. Jak to wygląda w przypadku domów pomocy społecznej?

 

Jan Arczewski

Dom. Dla jednych to miejsce, gdzie żyje się razem z rodziną. Spędza czas zarówno w dobrych, jak i trudnych chwilach. Ci, którzy tam mieszkają, zawsze mogą na siebie liczyć. Jest to miejsce, do którego każdy chętnie powraca i za którym tęskni, jeśli los rzuci go w odległe strony. Jak to wygląda w przypadku domów pomocy społecznej?

Kto mieszka w domach pomocy?

Dla innych dom to trudne wspomnienia, ciężko przeżyte traumy i coś, skąd chciałoby się uciec, zapomnieć, że on jest albo był.

Są też domy, do których osoby tam mieszkające rzucił los, bo nie mogły samodzielnie funkcjonować. Mam tu na myśli domy dziecka i domy pomocy społecznej. I właśnie nad domami pomocy chciałbym zatrzymać swoje myśli i rozważania przelewane na papier.

Czyje są to domy? Kto i dlaczego w nich mieszka? Dla wielu osób pobyt w nich to życiowa konieczność wymuszona sytuacją zdrowotną, ale też czasem efekt wyniszczającej samotności czy też rodzinnego wykluczenia. Dla niektórych decyzja zamieszkania w takim miejscu jest wynikiem patologicznych zachowań członków rodziny. Mieszkańcami tych miejsc są też osoby młode, które, aby móc realizować marzenia, musiały opuścić ciepłe, rodzinne gniazdka, gdyż instytucje takie jak internaty czy akademiki nie są w stanie zapewnić im wymaganej opieki. Ale jest jeszcze grupa mieszkańców, którzy mogliby żyć w swoim środowisku przy małym wsparciu pomocy społecznej, jednak były zagrożone bezdomnością w wyniku obciążeń komorniczych czy wynikających z nałogu alkoholowego.

Mało znana strona DPS-ów

Często media ukazują nam domy pomocy społecznej jako miejsca różnego rodzaju nadużyć wobec mieszkańców. Tego rodzaju zachowania trzeba napiętnować, potępiać i eliminować tym bardziej, że są najczęściej stosowane wobec osób najbardziej bezbronnych, a więc z niepełnosprawnością intelektualną, zaburzeniami psychicznymi czy głębokimi deficytami procesów poznawczych. Ta grupa mieszkańców powinna być traktowana jako osoby specjalnej troski, bo nie potrafią wykrzyczeć wyrządzanej im krzywdy, poniżania czy też traktowania pozbawionego podmiotowości. Jak opisuje jeden z mieszkańców: „nikt się z nimi nie liczy, a najlepszym sposobem na zaspokojenie ich potrzeb są otumaniające leki”. I dodaje: „wszelkie interwencje do niczego nie prowadzą, bo w papierach wszystko wygląda cudownie”. A ojciec jednego z podopiecznych opowiada, jak to jego syna z autyzmem w chwilach pobudzenia rozbierano do naga i polewano zimną wodą, a potem był problem, bo sprawiał ogromne problemy przy czynnościach pielęgnacyjnych.

Trzeba też jednak dostrzec ogrom pozytywnych działań na rzecz mieszkańców tych placówek. Dla wielu dopiero po zamieszkaniu w domu pomocy zaczęło się na nowo życie. Mają tu spokój. Mogą rozwijać pasje. Kontynuować naukę. Przykładem jest Ala, która w swoim domu była szarą gąską. Wprawdzie nie brakowało jej jedzenia, ale nie miała prawa głosu. Kiedy podstępem wyprowadziła się do domu pomocy, została czarną owcą rodziny, niewdzięcznicą przynoszącą wstyd. A ona skończyła studia, założyła rodzinę, wyprowadziła się do męża i jest szczęśliwa.

Niektórym osobom przeprowadzka do takiego domu zapewnia podstawowe potrzeby: jedzenie, opiekę lekarską, właściwą pielęgnację, ale też wreszcie czują się bezpieczne, zauważone, a nawet odnajdują miłość, na którą przecież nigdy nie jest za późno.

Dlaczego ktoś „oddaje” bliskiego do DPS-u?

Na koniec mała prośba do wszystkich, którzy nie potrafią zrozumieć rodzin, które „oddają” swoich bliskich do domów pomocy społecznej. Nie traktujmy tego w kategoriach wygodnictwa, „pozbywania się ciężaru”. Często jest to życiowa konieczność wymuszona zwykłymi, trudnymi okolicznościami, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dopóki nie staniemy w sytuacji takiego wymuszonego wyboru. Czasem takie decyzję przynoszą wiele dobra tym, których dotyczą. Trzeba chcieć to dostrzec.


Jan Arczewski – Od dzieciństwa choruje na rdzeniowy zanik mięśni i porusza się na wózku. W Domu Pomocy Społecznej Kalina w Lublinie, w którym od 32 lat mieszka i pracuje jako psycholog, stworzył Telefon Zaufania dla Niepełnosprawnych (81 747 98 21). Odbył tysięcy rozmów. Problemy, z którymi zwracają się do niego ludzie, dotyczą wszystkich sfer życia, nie tylko psychologicznej czy egzystencjalnej. Jest finalistą konkursu „Człowiek bez barier 2004” i pierwszym laureatem Nagrody Prezydenta RP „Dla dobra wspólnego” (2016). W 2017 r. znalazł się w Liście Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością.

 

źródło: niepełnosprawni.pl

Dodaj swój komentarz

Uwaga!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu obpon.pl i nie ponosi on odpowiedzialności za treści wiadomości. Dodając powyższą wiadomość zgadzasz się z regulaminem dodawania komentarzy.