Danina solidarnościowa to test deklarowanej wrażliwości społecznej. Czy jest na tym pokładzie ktoś poza PiS?

Jest paradoksem, że to właśnie człowiek tak dobrze znający świat finansów zdecydował się na wprowadzenie tzw. daniny solidarnościowej, która w wysokości 4 procent obejmie zarabiających powyżej miliona zł rocznie - i tylko od kwot powyżej tej kwoty. Rząd szacuje, jak podaj PAP, że w przyszłym roku tę daninę zapłaci ok. 25 tys. osób, a kwota uzyskana z tego tytułu może wynieść ok. 2 mld zł.

 

Wygląda na to, że premier Mateusz Morawiecki nie obawia twardego starcia z tymi grupami interesów, które ze względów własnego życiorysu zawodowego chciały by liczyć na jakąś ochronę. Tej ochrony nie ma.

Być może wynika to z faktu, że szef rządu doskonale zdaje sobie sprawę z pewnych mechanizmów funkcjonujących na szczytach piramidy zamożności. I wie, że ci najbardziej zamożni nie zbiednieją, a może wreszcie zaczną płacić takie same podatki, jak grupy biedniejsze.

Podoba mi się styl tej operacji: nie ma napuszczania jednych na drugich, jest podkreślanie, że obciążenia muszą być proporcjonalne do dochodów.

CZYTAJ TEŻ: NASZ WYWIAD. Prof. Krysiak o daninie solidarnościowej: „Łatwo stwierdzić, że to dodatkowy podatek. Trzeba patrzeć na to, jaką ma funkcję”

Zadziwia jednak pojawiający się przy tej okazji argument, padający z ust opozycji i co bardziej liberalnych gospodarczo komentatorów: że wprowadzenie daniny solidarnościowej musi być dowodem na złą sytuację budżetu. Cóż, to prawda, że rządowi pieniędzy zawsze mało, ale przebijający właśnie barierę 5 procent rocznie wzrost PKB i publikowane dane o sytuacji finansów publicznych, wskazują na dobra sytuację. Prawda jest chyba dużo prostsza: Prawo i Sprawiedliwość po prostu realizuje swój program.

Zadziwia posługiwanie się przy tej okazji przez krytyków rządu własnym wyobrażeniem tego, jaki program ma Prawo i Sprawiedliwość. W rzeczywistości obóz Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie był partią równych podatków dla wszystkich, w tym niskich podatków dla bogaczy. Jeżeli już miały być niskie, to dla przedsiębiorców na dorobku czy tworzących miejsca pracy, i to jest przez gabinet Morawieckiego realizowane. Obciążenia podatkowe miały zaś być sprawdzone pod kątem społecznej równowagi, i to właśnie się dzieje.

O ekipie dziś rządzącej można powiedzieć z pewnością, jak o każdym ludzkim zbiorowisku, sporo krytycznych zdań. Ale też nie da się zakrzyczeć najgłośniejszą propagandą, że to pierwsza od trzech dekad formacja, która zdołała przekierować potężne strumienie finansowe z grup uprzywilejowanych do grup społecznie słabszych. W budżecie mamy 30 miliardów złotych rocznie więcej i są to pieniądze też przecież komuś wyrwane. Gdzie idą te pieniądze? Na 500 + i inne programy socjalne, wprowadzone przez obecną ekipę.

Daninę solidarnościową trzeba w mojej ocenie widzieć w tej właśnie perspektywie korygowania pewnych nierówności. Celnie mówi o tym w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl prof. Zbigniew Krysiak:

Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie, bo jest konsekwencją przyjętego w gospodarce modelu rynkowo-społecznego. W przeszłości była trochę wolna amerykanka i wygrywali najsilniejsi, a przecież państwo, o które mamy dbać to jest wspólnota. Nie może być tak, że siła kapitału powoduje, iż rosną dysproporcje. Nawiązuje tu także do tego, co dzieje się w świecie, gdzie 99 proc. kapitału jest w ręku 1 procenta populacji

— stwierdza prezes Instytutu Myśli Schumana i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, ekspert Kancelarii Prezydenta RP oraz ministra finansów.

Swoją drogą cała sprawa odsłania zadziwiające zjawiska. Jak widzimy, za deklarowaną społeczną wrażliwością środowisk opozycyjnych nie idzie zgoda na najmniejsze nawet zmiany w dystrybucji dóbr, a już najbogatszym (mowa o 25 tysiącach osób) to niczego narzucić nie można. Co więcej,+ opozycja turboliberalna po prostu oszukuje grupy społecznie słabsze, kiedy twierdzi, że utrzyma programy socjalne PiS, że zrobi więcej dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin. To fikcja, bo bez naruszenia uprzywilejowanych, tego się nie da przeprowadzić.

Jakby nie patrzeć, jedyną siłą realnie prospołeczną, zdolną do narzucenia rozwiązań solidarystycznych, pozostaje obóz Jarosława Kaczyńskiego. Reszta albo udaje, albo uważa, że jak ktoś słabszy, to sam sobie winien.

Danina solidarnościowa to test deklarowanej wrażliwości społecznej. Czy jest na tym pokładzie ktoś poza PiS?

autor: Michał Karnowski

wPolityce.pl 

czytaj cały artykuł >>>

Dodaj swój komentarz

Uwaga!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu obpon.pl i nie ponosi on odpowiedzialności za treści wiadomości. Dodając powyższą wiadomość zgadzasz się z regulaminem dodawania komentarzy.
×